Jak romkocsmák podbiły VII dzielnicę
Opublikowano:
Dzielnica, która niegdyś świeciła pustkami
VII dzielnica — Erzsébetváros — przez większość lat 90. była cichym, podupadłym zakątkiem Pesztu. Dzielnica żydowska, niegdyś jedna z najgęściej zaludnionych części miasta, została wydrążona przez wojnę, a potem przez dziesięciolecia komunistycznej zapaści. Budynki niszczały. Firmy zamykały podwoje. Dzielnica miała specyficzną atmosferę miejsca, które czeka, żeby dowiedzieć się, czym się stanie.
Tym, czym się stała — od początku lat 2000 — był najciekawszy okrąg nocnego życia w Europie Środkowej. Mechanizm był prosty z perspektywy czasu: grupa młodych Węgrów zauważyła, że miasto jest pełne opuszczonych budynków z obszernymi wewnętrznymi dziedzińcami, że właściciele nieruchomości nie mają dla nich żadnych konkretnych planów i że tymczasowy bar nie wymaga takiego kapitału inwestycyjnego, jak stały. Szimpla Kert otwarto w 2002 roku — najpierw na Kertész utca, potem przeniosła się na obecną lokalizację przy Kazinczy utca w 2004 — i ustanowiła wzorzec.
Wzorzec był następujący: znajdź zrujnowaną przestrzeń, wypełnij ją odratowanymi meblami, zawieś kilka lampek, sprzedawaj tanie piwo, pozwól ludziom siedzieć do późna. Słowo „ruin bar” — romkocsma po węgiersku — opisuje zarówno fizyczny stan lokalu, jak i pewną estetyczną i społeczną filozofię. To były bary, które nie aspirowały do połysku. Bary, które zrobiły z improwizacji atut.
Szimpla i czym właściwie jest
Byliśmy w Szimpla Kert może osiem razy podczas wielu pobytów i doświadczenie nigdy nie jest do końca takie samo — to mówi wiele o tym, czym to miejsce naprawdę jest.
Fizycznie: dawny budynek fabryczny przy Kazinczy utca, otwarty na duży dziedziniec, podzielony na liczne pokoje i przestrzenie zewnętrzne rozłożone na dwóch kondygnacjach. Wystrój jest szczerze chaotyczny — nie performatywny chaos tematycznego baru, ale nagromadzony chaos piętnastu lat ludzi darujących, wyrzucających i dekorujących. Stare samochody pocięto na pół i zainstalowano jako siedzenia. Wanny służą za donice. Telewizory, które już nie działają, wyświetlają zapętlone obrazy. W nieoczekiwanych miejscach stoją akwaria.
W środę wieczór jest na tyle spokojnie, że można prowadzić rozmowę. W sobotę to buzujący tłum turystów, studentów wymiany, miejscowych i rozmaitych innych ludzi, którym udaje się współistnieć w przestrzeni, która nie powinna ich pomieścić, ale jakoś to robi. Piwo kosztuje około 900–1200 HUF (2,25–3 €). Kieliszek pálinka to 600–900 HUF. Jedzenie — proste węgierskie przekąski, kilka przyzwoitych opcji — jest uczciwe i niedrogie.
W niedzielne poranki na dziedzińcu odbywa się targ rolniczy, który jest zupełnie innym zjawiskiem: lokalne produkty, wyroby ręczne, starsi klienci, atmosfera wiejskiego placu w tym, co przez resztę tygodnia jest lokalem nocnym. Warto o tym wiedzieć, jeśli jesteś w okolicy w niedzielę.
Pełny obraz tego, czego się spodziewać, znajdziesz w przewodniku po Szimpla Kert — godziny, co zamawiać, jak wejść bez kolejkowania, niedzielny targ. Przewodnik po najlepszych ruin barach obejmuje szerszą scenę: co jest dobre, co podupadło, dokąd wyprowadzili się miejscowi.
Naśladowcy i ekspansja
Sukces Szimpli był na tyle natychmiastowy, że zainspirował falę otwarć w całej dzielnicy. Ellátó Kert pojawił się kilka lat później przy samej Kazinczy utca — mniejszy i prostszy. Instant — późniejszy Fogas Ház — stał się klubem zorientowanym na konkretny tłum młodszych i bardziej imprezujących. Anker’t otwarto w dawnym banku przy Paulay Ede utca: kavernowy, wielopokojowy, działający na skali przypominającej raczej festiwalowe venue niż bar.
Każde miejsce rozwinęło własny charakter. Etykieta „ruin bar” stała się parasolem, pod którym działały naprawdę różne lokale. Niektóre były wierne założycielskiej estetyce — prowizoryczne, nastawione na miejscowych, nieszczególnie zainteresowane fotografowaniem. Inne stały się jawnie turystyczne: z angielskojęzycznymi menu koktajli, instagramowym oświetleniem i estetyką starannie skonstruowaną, by wydawać się nieskonstruowaną.
W połowie lat 2010. napięcie między tymi dwoma impulsami definiowało historię dzielnicy. Gentryfikacja nastąpiła, jak to zwykle bywa, gdy dzielnica staje się znana na całym świecie, i przyniosła mieszane skutki: wyższe czynsze, wypieranie lokalnych biznesów, ale też lepsze restauracje i więcej inwestycji w tkankę urbanistyczną.
Co zrobiła branża pub crawl
Równolegle do historii poszczególnych lokali rozwinął się cały przemysł zorganizowanych pub crawls wokół ruin barów. Rozciągają się one od legalnych wieczorów z przewodnikiem, które uczą czegoś o dzielnicy i kulturze — zwiedzanie ruin barów z ulicznym jedzeniem to dobry przykład — do zwykłych imprez bar-hop w formacie gry i shot.
Branża zorganizowanych crawlów zaszkodziła reputacji dzielnicy. Koncentruje duże grupy ludzi w tych samych lokalach w te same noce, co podnosi ceny i zmienia atmosferę. Kilka z lepszych niezależnych lokali po cichu przestało przyjmować duże grupy lub nałożyło symboliczne wejściowe, by filtrować klientelę.
Nie oznacza to, że crawle są złe — wiele osób świetnie się bawi i są rozsądną opcją, jeśli odwiedzasz miasto sam lub w małej grupie szukającej towarzyskiej struktury. Pub crawl po ruin barach z przewodnikiem nocnym należy do lepiej zorganizowanych — z prawdziwymi lokalnymi przewodnikami, a nie w formacie „plecakarz prowadzi plecakarzy”. Jeśli jednak interesuje Cię scena ruin barów jako zjawisko kulturowe, a nie tylko okazja do picia, samodzielna trasa przez dzielnicę w tygodniu powszednim sprawdzi się lepiej.
Jak dzielnica zmieniła się od 2019 roku
Tempo zmian w VII dzielnicy to coś, co stali bywalcy śledzą z mieszaniną zainteresowania i niepokoju. Podczas każdej wizyty coś jest zamknięte, a coś nowego się otwiera. Budynki, które mieściły pierwsze lokale, zostały w niektórych przypadkach wyremontowane — co jest bezsprzecznie korzystne dla mieszkańców — ale proces renowacji wypiera część lokali, które czyniły okolicę interesującą.
Przewodnik po dzielnicach imprezowych to chyba najbardziej aktualne omówienie tego, jak wygląda dziś scena. Ogólnie: turystyczne lokale w sercu VII dzielnicy działają prężnie. Ciekawsze lokalne bary rozeszły się w kierunku VIII i IX dzielnicy. Granice sceny rozszerzyły się, a nie skurczyły — to lepsza wiadomość, niż sugeruje narracja o „umieraniu ruin barów”.
Perspektywa lokalna: jak jest teraz
Ewolucja dzielnicy ruin barów jest wyczerpująco dokumentowana przez te publikacje podróżnicze, które lubią pisać o autentyczności, a potem relacjonować jej zanik. Rzadziej zauważa się, że lokalna scena barowa nie zniknęła — po prostu przeniosła się.
Kilka lokali, które są naprawdę lokalne, naprawdę węgierskie i nieszczególnie zaprojektowane dla turystów, otworzyło się lub funkcjonuje nadal w obszarach przylegających do głównego obwodu ruin barów. Obejmuje to wine bary skupiające się na naturalnym węgierskim winie (kategoria, która ledwo istniała w 2010 roku i od tamtej pory dramatycznie się rozwinęła) oraz zwykłe kocsmák — słowo oznacza pub lub tawernę i odnosi się do podstawowego węgierskiego formatu barowego sprzed ery ruin barów — które oparły się zarówno turystycznemu biznesowi, jak i remontom w stylu „rzemieślnicze piwo i odkryta cegła”.
Przewodnik po najlepszych barach dla miejscowych to praktyczne źródło wiedzy na ten temat. Ogólna zasada: zrób dwa kroki za Kazinczy utca w dowolnym kierunku, a charakter tego, co znajdziesz, zmienia się wyraźnie. VIII dzielnica, tuż na wschód od dzielnicy żydowskiej, ma ostrzejszą scenę barową, interesującą z tych samych powodów, z których VII dzielnica była interesująca w 2004 roku. IX dzielnica, na południu, ma rosnące skupisko lokali w okolicach Ráday utca i dalej.
Co faktycznie zrobić wieczorem w dzielnicy
Dla odwiedzających, którzy chcą orientować się w tym inteligentnie, nie podążać trasą pub crawl ani pytać w hotelu:
Zacznij od Szimpla Kert — najlepiej w niedzielny poranek (targ rolniczy jest doskonały) lub we wtorek bądź środę wieczorem, gdy tłum jest znośny. Spędź godzinę lub dwie. Przejdź do wine baru — w bezpośredniej okolicy jest dwa lub trzy, które podają naturalne węgierskie wina na kieliszki w cenie około 1500–2000 HUF (4–5 €). Skończ w Instant/Fogas Ház lub jednym z innych większych klubów, jeśli wieczór na to pozwala, albo wróć metrem do domu.
To nie jest radykalne odejście od standardowego turystycznego wieczoru w VII dzielnicy, ale dodaje warstwy — warstwę wine baru, warstwę niedzielnego targu — które sprawiają, że doświadczenie jest pełniejsze.
Czy to nadal warte zachodu?
Tak. Szimpla Kert we wtorek wieczorem w marcu nadal należy do dziwniejszych i bardziej pamiętnych rzeczy, jakie można zrobić w europejskim mieście: siedzieć na dziedzińcu zrujnowanej fabryki z piwem za około 900–1200 HUF (2,25–3 €), otoczonym przedmiotami, które razem nie mają żadnego sensu, i czuć, że trafiło się w miejsce istniejące na własnych warunkach.
Otaczająca go dzielnica jest dziś skomplikowana — łatwą historię artystów zajmujących opuszczone budynki zastąpiła bardziej splątana historia sukcesu i jego konsekwencji. Ale ta złożoność jest częścią tego, co czyni temat interesującym. Ruin bary nie zniszczyły VII dzielnicy; zmieniły ją, a zmiana jest na tyle wielowarstwowa, że zasługuje na zbadanie, a nie jedynie popieranie lub potępienie.
Jeśli planujesz wieczory w tej okolicy, przewodnik po nocnym życiu Budapesztu i przewodnik po najlepszych barach dla miejscowych pomogą Ci połączyć to, co ikoniczne, z tym, co aktualne. Dla zorganizowanej opcji z lokalnym ekspertem spacer z przewodnikiem po ruin barach daje kontekst, którego samodzielnie nie znajdziesz. A jeśli chcesz poznać dzielnicę poza jej barami, przewodnik po dzielnicy żydowskiej dostarcza historycznego tła, które sprawia, że historia ruin barów jest ciekawsza — i bardziej skomplikowana — niż mogłoby się wydawać.